Wiersze


Skarb
Był raz stary smok pod szarym kamieniem,
Co w mrok spoglądał zmęczonym spojrzeniem.
Radość i młodość bezpowrotnie strawił,
Gdy się bogactwem upajał i dławił.
Członki skręcone, do ruchu niezdolne,
Serce leniwe, gnuśne i powolne.
W skórę się wźarły klejnotów pokłady,
Wąchał je, lizał, chronił od zagłady.
Znał położenie każdego pierścienia
I nie wypuszczał go spod skrzydeł cienia.
Na łożu czarnym o złodziejach marzył
Kradnących klejnoty, na których stał straży
Czuł zapach ciała i smak krwi wypitej,
Lecz czas przytępił mu słuch znakomity,
Toteż nie usłyszał szczękającej stali,
Kiedy wojownik przybył tam z oddali.
Młodziutki rycerz z jasną klingą w dłoni
Wyzwał go, aby skarbu swego bronił.
Choć szablozęby, w pancerzu rogowym,
Zginął smok przecie pod ostrzem stalowym.

(...)

Jest skarb dawny, pod skałą schowany
Za drzwi sedmiorgiem z dawna pochowany
Bramy ponurej żaden człek nie przejdzie.
A jednak na pagórku wiosną trawa wzejdzie
W przepychu kwiatów, wśród skowronków śpiewu
I ożywczego od Morza powiewu.
Skarbu pilnuje Noc uważnym okiem,
Ziemia czeka, a elfowie śpią snem głębokiem.

 

fragment wiersza "Skarb" J. R. R. Tolkiena pochodzący z książki wydanej przaz Amber
"Gospodarz Giles z Ham / Przygody Toma Bombalida"
- przekład Aleksandra Jagiałowicz